Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Europa

Menu Główne
Strona główna    Tatry    Karpaty    Alpy    Apeniny   Góry Dynarskie    " Inne góry"     Polska     Europa
   Podmenu

: Gandawa
: Lwów
: Wenecja
: Monachium
: Wiedeń
: Słowacja: Bańska Stiavnica, Vlkolinec
: Portugalia: Lizbona, Sintra, Obidos, Leiria, Tomar, Fatima, Nazare
: Monfalcone (Włochy)
: Monako
: Węgry: Hajduszoboszlo, Budapeszt, Eger
: Hesja (Niemcy): Linden, Frankfurt nad Menem, Braunfels, Wetzlar
: Czechy: Praga, Hradec Kralove, Dvur Kralove nad Labem, Litomyśl
: Rumunia: Sibiu, Bran, Hunedoara
: Chorwacja: Zadar, Nin

RUMUNIA
Hunedoara - Sibiu - Bran

Trasa: Oradea - Huedin - Sibiu - Bran - Hunedoara
Data: lipiec 2015

galeria

Wieś Carta

Huedin i jego cygańskie pałace

Sybin - centrum

Wewnątrz katedry w Sibiu

Rynek w Sibiu

Widok z wieży na Sibiu

Rynek z wieży w Sibiu

Zamek Bran

Monastyr w Bran

Ulica w Bran

Zamek w Bran z drugiej strony

U podnóża Piatra Crailui

Przeciętny rumuński widok

Sianokosy w szczycie robót

Dacia wieloczynnościowa

Monastyr w Fagaras

Cygański pałac w Hunedoarze

Cygańska dzielnica w Hunedoarze

Zamek w Hunedoarze

Podróżując po Rumunii, oprócz ciekawych gór odwiedziłem kilka "nie" górskich miejsc. Z racji, że nie jestem "znafcą" architektury czy zabytków, krótko opiszę, co widziałem oraz wrażenia. Sam wjazd do Rumunii to wejście w troszkę inny świat. Plastikowo - foliowe pieniądze, czyli leje. Problem z komunikacją, bo praktycznie nikt nie zna tutaj języków obcych. Pierwsze miasto za granicą węgierską - Oradea, to Oradea. Widać że się rozwija, wielki plac budowy, w szczerym polu powstają hale produkcyjne, magazyny, ulepszane są drogi. Ale dzieje się to jakoś bez plany, na chybił - trafił. Trasa jak na Rumunię przyzwoita. Chociaż dość duży ruch tirów i licznych tu, nie wiem dlaczego - busów z przyczepami. Wsie bardzo podobne do węgierskich, z tym, że może w trochę gorszym stanie. Bardzo dużo autostopowiczów, to częsty sposób podróżowania po Rumunii, widocznie komunikacja publiczna jest tu słabo rozwinięta. Bardzo wiele złomowiska z ułożonymi piętrowo karoseriami. Wkraczając w góry Bihorskie mijamy zdezelowane kopalnie. Na szczęście, gdy jest pod górę, wylano dodatkowy pas do wyprzedzania. Krajobraz wygląda mniej - więcej tak: wieś, potem pustkowia, łąki po horyzont z zalesionymi górami. Urozmaicenie - miasto Huedin z duża ilością wydziwianych willi cygańskich. Za Kluż - Napoką mamy kawałek nowoczesnej, szerokiej autostrady. Kolejna obserwacja - mało pól ze znanymi u nas zbożami, za to dużo kukurydzy. W jedno z wolnych popołudni zwiedziliśmy Sybin - inaczej Sibiu. Miasto to założone zostały przez Niemców  Saskich. Dzisiejszy prezydent Rumunii jest właśnie takiego pochodzenia, dawny burmistrz tego miasta. Wjeżdżamy główną drogą do miasta, potem skręcamy na oznaczony parking. Nawet się udało dobrze zatrzymać, bo zaraz po drugiej stronie drogi są już mury miasta i starówka. Ze względu na późniejszą porę, nie trzeba wnosić opłaty za postój. Miasto nawet zadbane, niczym nie odbiegające od europejskich standardów. Wybrukowane uliczki, liczne restauracje, oczywiście z Drakulą w roli głównej. W centrum są dwa większe place. Zwiedzamy wnętrze jednego z kościołów, drugi, większy - wstęp płatny. Wychodzimy w wieżę ratuszową, skąd mamy widok na starówkę i otaczające góry. wewnątrz nie ma jakiś eksponatów, tylko wystawa jakigoś fotografika z rumuńskimi pejzażami. Niestety słaba widoczność nie pozwala się w pełni cieszyć panoramą. W ładne dni można w tle miasta zobaczyć pasmo gór Fogaraskich i grupę Cindel -  czyli Góry Sybińskie. Wracamy do samochodu i kierujemy się do naszego kempingu we wsi Carta. Mamy okazję zobaczyć jak to jest na prowincji. A jest tak: dziurawe drogi, błąkające sie wszędzie psy i koty, żebrzący Cyganie, podwórka to klepiska. Kontrast z zadbanym Sibiu. Odwiedziliśmy również Bran, gdzie jest "niby: zamek Drakuli, niby, bo pierwowzór postaci słynnego wampira - Vlad Palovnik nigdy tutaj nie gościł, bardziej na tan tytuł zasługują ruiny twierdzy Poienari przy Trasie Transfogarskiej, bo tutaj ponoć gościł nasz rzeźnik. Zamek ładny, ale nic ponad to, obok niego ciekawy monastyr. Wracaliśmy nie główną drogą, ale boczną. Teraz dopiero mieliśmy obrazek dzisiejszej wiejskiej Rumunii. Sianokosy w pełni, więc na droga konie ciągnące wozy z sianem, czasem traktory. Krowy pałętające się po ulicach, bez żadnego nadzoru. Na ławeczkach przed domami siadają ludzie i czekają, nie wiadomo na co. Jakbym się cofnął w czasie do polskiej wsi w latach siedemdziesiątych. Po drodze ładny, nowy monastyr w miasteczku Fagaras (stąd pochodzi nazwa Gór - Fogaraskie). Przy okazji zauważyłem, że wiele miejscowości ma w swojej nazwie Jos lub Sus. To po prostu odpowiednik naszego przyrostka - Górna i Dolna, ewentualnie  Wyżne i Niżne. Ostatnim miejscem pozagórskim była Hunedoara. Dlaczego - ponoć najpiękniejszy zamek Rumunii. ale zanim dotarliśmy do centrum miejscowości, na przedmieściach cała dzielnica dziwnych cygańskich pałaców, jeszcze więcej niż w Huedin. Architektura przypomina trochę chińskie lub buddyjskie klasztory. Podziwiamy pracę dekarzy, taki dach musi kosztować więcej niż cały dom. Hunedoara powinna być centrum turystycznym podobnym do Sibiu. Jednak jest to bardziej plan filmów typu Mad Max, Cyborg czy Terminator. Dlaczego? Bo zbudowano tutaj największy w tym kraju kombinat hutniczy. W czasach Ceausescu przemysł kwitł, ale po upadku komunizmu zaczął się upadek zakładów, tak, ze mamy tutaj opuszczone, straszące industrialne hale, taśmociągi itp. I to jest tłem dla najpiękniejszego zamku Rumunii. Jeszcze ponura pogoda potęguje ponure wrażenie. Do zamku nietrudno trafić, bo co rzadkie - wszędzie są znaki do tego zabytku. Charakteru zamkowi przydają wieże: okrągłe i prostokątne. Najbardziej znana z nich to wieża "Nie Boijsia" co oznacza po prostu - nie bój się. Jeden z nielicznych przykładów podobieństwa naszych języków.  Dojścia do zamku broniły mosty zwodzone, niestety , nie zachowały się do dnia dzisiejszego. Niektórzy tłumaczą usytuowanie tutaj zakładów hutniczych przez Ceausescu jako zemstę na Węgrach. Ale ta zemsta to chyba na samym sobie, bo drastycznie obniżyło to wartość architektoniczną i turystyczną tego miejsca.  Nie ma żadnych znaków żeby opuścić to miasto. Ale jedziemy na "czuja", główną drogą i udaje się, w przeciwieństwie do dalszej drogi przez Góry Bihorskie - którą najłagodniej można nazwać - horror.